Air Force One i spółka
Wizyta Prezydenta USA w Polsce to wielka gratka dla spotterów. W końcu nie tak prosto złapać Air Force One. Przy okazji kilka innych maszyn towarzyszących tej wizycie.
Wizyta Prezydenta USA w Polsce to wielka gratka dla spotterów. W końcu nie tak prosto złapać Air Force One. Przy okazji kilka innych maszyn towarzyszących tej wizycie.
Wczoraj na Okęciu pojawił się pierwszy egzemplarz Embraera 195 (190-200) we flocie LOT. Miałem okazję uczestniczyć o ceremonii przywitania go pod hangarami LOT.
Dzisiaj na Okęciu zawitał po raz pierwszy w historii Airbus 380 linii Lufthansa. Pomimo, że pogoda nie dopisała okazało się to być największym wydarzeniem medialnym związanym z Okęciem od dłuższego czasu.
W tym roku po raz pierwszy wybrałem się na konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem. Zdjęcia nie oddają panującej tam wspaniałej atmosfery – szczególnie w piątek po wygranej Adama Małysza – to jednak mam nadzieję, że choć trochę ją przybliżą.
Wizyta Prezydenta Miedwiediewa to na Okęciu wielka gratka dla spotterów. Wizyta związana była z przylotem całej floty Iłów: 2 x 96, 1 x 62 i 1 x 76.
To był mój pierszy lot za ocean a jednocześnie pierwszy lot dużym samolotem – tak więc pełno wrażeń i spostrzeżeń.
Na początek trochę o samolocie. W dwie strony ta sama sztuka – Boeing 767-300ER linii Martinair, rejestracja PH-MCI. Samolot ma 2-klasową konfigurację turystyczną. Z przodu 110 miejsc ‘Comfort Class’ a z tyłu 160 miejsc ‘Economy Class’. Samolot wiekowy, a więc i wyposażenie zdecydowanie z lat 80-tych. Monitory CRT, żadnych „bajerów”. Klasa ‘Confort’ różni się od ‘Economy’ – większą o kilkanaście centymetrów przestrzenią pomiędzy fotelami, darmowym dostępem do przenośnego systemu rozrywki audio/wideo, kocyk oraz darmowe napoje i drinki w takcie całego lotu. Klasę ‘Comfort’ można wykupić sobie jeszcze nawet po boardingu za dodatkowe 65 EUR. Jako, że lot powrotny przebiegał prawie że w całości w nocy – skorzystałem z tej opcji z mocnym postanowieniem wyspania się - co z resztą udało się bardzo połowicznie. Te dodatkowe miejsce na nogi nie specjalnie poprawiło komfort mało wygodnego fotela, choć przynajmniej dało możliwość wyprostowania nóg. Za to fakt, że miejsca znajdują się z przodu powoduje że jest na nich znacznie ciszej. To było moje drugie chyba największe zaskoczenie – w czasie lotu (szczególnie na miejscach za skrzydłem) jest bardzo głośno, znacznie głośniej niż w Embraerach czy 737-kach, do których przywykłem.
Lot z Amsterdamu do Cancun to długa trasa. Planowo 10,5 godziny, a w moim wypadku to prawie 11,5 godziny z powodu niesprzyjających wiatrów. Jednakże co było moim największym zaskoczeniem (przygotowałem się na 10 godzin oceanu) było to, że w znacznej części lot przebiegał nad lądem. Trasa dość dla mnie niespodziewana – Holandia – Anglia – Irlandia – Grenlandia – Kanada – USA (przelot nad Waszyngtonem i Nowym Jorkiem) – Zatoka Meksykańska – Meksyk. Dzięki temu nie spałem praktycznie przez cały lot, podziwiając nowe lądy. Widok niestety często przesłaniany był chmurami, ale za to sam lot był wyjątkowo spokojny. Praktycznie bez turbulencji. Lądowanie w Cancun od strony Morza Karaibskiego, jednakże już prawie po zmroku.
Lot powrotny odbył się prawie w całości w nocy – na trasie zupełnie innej – Meksyk – Kuba – Bahamy – Bermudy – Anglia – Holandia. Start nad ocean, potem bardzo dużo wody i na niecałe 2 godz przed lądowaniem (po 8,5 godzinach lotu) nisko pojawia się pierwszy ląd – wybrzeże Anglii. Przez większość lotu na wysokości ponad 11,500m cały czas chmury i lekka dość jednostajna turbulencja. Potem mało przyjemne lądowanie w Amsterdamie, przy dość niskiej podstawie chmur – myślę, że 100-150m, które na dodatek odbyło się po bardzo ostrym zejściu przez chmury – myślę, że najostrzejszym jakiego doświadczyłem dotychczas. Może w szerokokadłubowych po prostu tak jest – w każdym razie było fajnie.
Na ten dzień czekałem bardzo długo… Wizyta w jednym z największych i najbardziej znanych starożytnych miast Majów – Chichen Itza. Pomimo, że miasto jest już opuszczone od wielu setek lat – w dalszym ciągu można odczuć jego dawną świetność – szczególnie zapuszczając się w zakamarki nie „nawiedzane” przez prawie wszechobecnych sprzedawców pamiątek. Nie sposób w takim miejscu o zadumę nad tą dla mnie niezrozumiałą i przedziwną cywilizacją. Z jednej strony – brutalną w swych ofiarnych rytuałach, słabo rozwiniętą technicznie (Majowie używali prymitywnych kamiennych narzędzi, nie znali koła) – a z drugiej strony posiadającą bardzo głęboką wiedzę o kosmosie, układzie gwiazd i wynikającą z nich bardzo dokładną rachubę kalendarza. Majowie budowali obserwatoria astronomiczne (okrągły budynek widoczny na jednym ze zdjęć), w których odbicie nieba w tafli wody oglądali przez pryzmaty zbudowane ze szlachetnych kamieni… Wszystko to wydaje mi się tajemnicze i mało zrozumiałe… może kiedyś poznamy ich wszystkie tajemnice.
Część drugą fotorelacji z Meksyku poświęcam przepięknemu morzu karaibskiemu. Nie ma tu co pisać… widoki mówią same za siebie. Przebogata flora i fauna rafy koralowej w otoczeniu porośniętych lasem deszczowym piasków koralowych tworzy jedyne takie zjawisko na Świecie. Oczywiście przemysł turystyczny wykorzystał walory tego rejonu Świata do ostatniego kamienia…
Na zdjęciach okolice: Cancun, Playa del Carmen, Cozumel
Wkrótce: Chichen Itza
Kilka dni temu wróciłem z krótkiej wyprawy do Meksyku – dziś pierwsza cześć foto-relacji – Tulum, rozwijające się miasto w Meksyku w prowincji Quintana Roo – ale przede wszystkim lokalizacja ruin prekolumbijskiego miasta Majów.
Dla mnie to jedna z bardziej malowniczych lokalizacji archeologicznych – ruiny miasta Majów położone na skalistym klifie otoczonym błękitnie czystą wodą morza Karaibskiego.
Tulum, to również miejsce mojego pierwszego spotkania z Iguaną, tym często występującym na Jukatanie gadem, który okazał się znacznie większy niż się spodziewałem. Wraz z ostronosami oraz kapibarami zwierzęta te towarzyszyły mi praktycznie w trakcie całej „wyprawy”.
Tulum to również pierwszy kontakt z obecną kulturą Majów, którzy w dalszym ciągu żyją na terenie Meksyku oraz ich środowiskiem naturalnym – las równikowy i czerwonkawe bagniska otoczone błękitnym morzem karaibskim.
Wkrótce następne części …
Słoneczny weekend na Okęciu. Miło bo trafił się An30, Hercules i Alitalia w specjalnym malowaniu.